sobota, 6 września 2014
w obiektywie amatora
taki mamy dobry aparat, a wciaz nie umiemy sie nim poslugiwac...
kiedy mniej wiecej swiatlo i kolory mam opanowane(tak mi sie wydaje) to jest problem z ostroscia i poruszeniem....
ale wciaz cwicze...
na mojej ulubionej modelce :
moje najkochansze biale paputki :*
środa, 3 września 2014
jest ani dobrze ani zle...
no wiec moja pogon za rudaskiem dobiegla konca(chyba)...
moj kochany maz znalazl kota...
na podworku jego wlascicielki...:(
dobra wiadomosc jest taka, ze nie jest bedomny
a zla, ze kot ktory ma wlascicieli nie powinnien tak wygladac!
rozmawialam z ta pania przez telefon, pytam sie jak to mozliwe, a on ze daje mu jesc, zjada i tyle, probowala niby trzymac go w domu, ale woli wychodzic na dwor i zycie powsinogi...
oprocz tego sa tam jeszcze 4 koty...
moze ta pani robi co moze, moze tylko na tyle ja stac...?
chyba bede musiala sie przejsc tam, z kartonikiem z jedzeniem i moze jakimis tabletkami odrobaczajacymi...
przez mysl mi przeszlo, zeby i tak zlapac tigera( bo tak sie nazywa) albo poprosic ta pania o "pozyczenie" go na pare dni, zeby doprowadzic go do porzadku, utuczyc, a potem odddac...ale nie wiem jak ona to odbierze...
przyznaje jednak, ze kamien spadl mi troche z serca, wiem , ze ma zawsze gdzie wrocic, ma rece do glaskania, moze za duzo w misce nie ma... ale od czego ma mnie :P
chcialam wam bardzo podziekowac za dodawanie otuchy i dobre slowa :)
jestescie wielkie!!!
moj kochany maz znalazl kota...
na podworku jego wlascicielki...:(
dobra wiadomosc jest taka, ze nie jest bedomny
a zla, ze kot ktory ma wlascicieli nie powinnien tak wygladac!
rozmawialam z ta pania przez telefon, pytam sie jak to mozliwe, a on ze daje mu jesc, zjada i tyle, probowala niby trzymac go w domu, ale woli wychodzic na dwor i zycie powsinogi...
oprocz tego sa tam jeszcze 4 koty...
moze ta pani robi co moze, moze tylko na tyle ja stac...?
chyba bede musiala sie przejsc tam, z kartonikiem z jedzeniem i moze jakimis tabletkami odrobaczajacymi...
przez mysl mi przeszlo, zeby i tak zlapac tigera( bo tak sie nazywa) albo poprosic ta pania o "pozyczenie" go na pare dni, zeby doprowadzic go do porzadku, utuczyc, a potem odddac...ale nie wiem jak ona to odbierze...
przyznaje jednak, ze kamien spadl mi troche z serca, wiem , ze ma zawsze gdzie wrocic, ma rece do glaskania, moze za duzo w misce nie ma... ale od czego ma mnie :P
chcialam wam bardzo podziekowac za dodawanie otuchy i dobre slowa :)
jestescie wielkie!!!
poniedziałek, 1 września 2014
niedziela, 31 sierpnia 2014
prawie...
poszlam sie tylko przejsc w tamta strone, nie wierzylam ze go spotkam...
ale byl w tym samym miejscu co zawsze
jak sie zblizalam to zaczal uciekac w krzaki, ale jak sie okazalo nie przede mna, a psem na spacerze...
podszedl tak jak kiedys, laszac sie i miaukolac, mowie sobie zadzwonie szybko po meza niech przyjezdza z transporterem, kocem czy kartonem a w tym czasie posiedze tu z nim...
yhm...
nie wzielam telefonu...:(
nie macie pojecia jaka bylam zla na siebie!
myslalam co by tu innego wymyslec, wolalam go i kusilam chrupkami, zeby szedl za mna, jakis kawalek mi sie udalo, ale potem on sie zniechecil... do torebki mi sie nie zmiesci, na rekach nie doniose go tak daleko...co tu robic ? ;(
jedyne co wymyslilam to pobiec szybko do domu, wziac auto i meza i wrocic spowrotem
niestety nie bylo wystarczajaco szybko i kot sie rozplynal, chodzilam wkolo, wolalam i abba fatima...
kolejna nieprzespana noc...
weekend sie konczy...moja jedyna szansa...podejrzewam ze on sie pokazuje popoludniami, jak juz ruch ustaje i jest spokojniej, ale wtedy to ja jestem w pracy!
postaram sie wziac jakis dzien wolny...
jedno co mam, to pierwsze zdjecie rudego, mam nadzieje ze nie ostatnie:)
taka chudzinka z niego...:(
ale byl w tym samym miejscu co zawsze
jak sie zblizalam to zaczal uciekac w krzaki, ale jak sie okazalo nie przede mna, a psem na spacerze...
podszedl tak jak kiedys, laszac sie i miaukolac, mowie sobie zadzwonie szybko po meza niech przyjezdza z transporterem, kocem czy kartonem a w tym czasie posiedze tu z nim...
yhm...
nie wzielam telefonu...:(
nie macie pojecia jaka bylam zla na siebie!
myslalam co by tu innego wymyslec, wolalam go i kusilam chrupkami, zeby szedl za mna, jakis kawalek mi sie udalo, ale potem on sie zniechecil... do torebki mi sie nie zmiesci, na rekach nie doniose go tak daleko...co tu robic ? ;(
jedyne co wymyslilam to pobiec szybko do domu, wziac auto i meza i wrocic spowrotem
niestety nie bylo wystarczajaco szybko i kot sie rozplynal, chodzilam wkolo, wolalam i abba fatima...
kolejna nieprzespana noc...
weekend sie konczy...moja jedyna szansa...podejrzewam ze on sie pokazuje popoludniami, jak juz ruch ustaje i jest spokojniej, ale wtedy to ja jestem w pracy!
postaram sie wziac jakis dzien wolny...
jedno co mam, to pierwsze zdjecie rudego, mam nadzieje ze nie ostatnie:)
sobota, 23 sierpnia 2014
akcja RUDY trwa...
o dziwo pomysl z plakatem zadzialal!
jacys ludzie przechodzac zauwazyli kotka i zadzwonili, szybko wybieglismy i z tego pospiechu zapomnialam wziac miski z jedzeniem...:(
no ale na poczatku podszedl i bez tego, udalo mi sie go zlapac na rece, ale niestety wlozyc do transporterka nie dalo rady...:(
pojechalismy spowrotem do domu po jedzenie, wrocilismy i znow podszedl, porywal jedzenie jak szalony, biedny glodomorek...i znow go zlapalam i wsadzilam do transporterka ale nie dalam rady zamknac i znow sie wywinal...
potem juz nie chcial podejsc, a co robilam krok to on dwa ode mnie...:(
jest szansa ze jeszcze podejdzie...? moze za pare dni jak zglodnieje, ale jesli nawet to jest tak silny ze nie moge sobie dac z nim rady...
przydalaby sie taka specjalna klatka ktora sie sama zamyka...
juz napisalam do paru organizacji czy by go dla mnie nie zlapaly, ale oni sa wciaz zajeci...zobaczymy co bedzie dalej...
bede informowac i dziekuje za porady pod poprzednim postem :)
jacys ludzie przechodzac zauwazyli kotka i zadzwonili, szybko wybieglismy i z tego pospiechu zapomnialam wziac miski z jedzeniem...:(
no ale na poczatku podszedl i bez tego, udalo mi sie go zlapac na rece, ale niestety wlozyc do transporterka nie dalo rady...:(
pojechalismy spowrotem do domu po jedzenie, wrocilismy i znow podszedl, porywal jedzenie jak szalony, biedny glodomorek...i znow go zlapalam i wsadzilam do transporterka ale nie dalam rady zamknac i znow sie wywinal...
potem juz nie chcial podejsc, a co robilam krok to on dwa ode mnie...:(
jest szansa ze jeszcze podejdzie...? moze za pare dni jak zglodnieje, ale jesli nawet to jest tak silny ze nie moge sobie dac z nim rady...
przydalaby sie taka specjalna klatka ktora sie sama zamyka...
juz napisalam do paru organizacji czy by go dla mnie nie zlapaly, ale oni sa wciaz zajeci...zobaczymy co bedzie dalej...
bede informowac i dziekuje za porady pod poprzednim postem :)
akcja pt. RUDY
idac jednego razu do pracy w trawie zauwazylam koteczka...niby nic niezwyklego...
za pare dni znowu zobaczylam tego samego, tym razem poczestowalam go chrupkami, ktore zawsze nosze przy sobie :P
przybiegl do mnie, zjadl az mu sie uszy trzesly, a w podzięce połasił mi sie do nóg...
bidulek to tylko skora i kosci, chudziutki ogonek no i poszarpany troszke, niestety musialam go z bolem serca zostawic i leciec, bo bym sie spoznila do roboty...
nie moglam o nim przestac myslec caly dzien i noc, postanowilam wrocic w to miejsce na nastepny dzien, ale go nie bylo..., potem znow w drodze do pracy, ale tez go nie znalazlam...
zalogowalam sie na stronie z zaginionymi zwierzetami, bo moze ktos takiego szuka...odezwalo sie kilkoro ludzi, ktorym zaginal rudy kot...nawet z bardzo odleglych miejscowosci...
jeden opis jedynie pasowal do wygladu tego biedaczka...wlasciciele pytaja sie mnie jak ten wyglada? czy go mam? a ja nie moglam dac im zadnej pozytywnej odpowiedzi...
wkoncu wykorzystalam ich kota zdjecie i zrobilam plakat, porozwieszalam w okolicy i o dziwo pani jedna sie odezwala!
tak sie cieszylam odczytujac wiadomosc od niej, ale podczas rozmowy tel. okazalo sie ze go tylko dokarmiala pare razy i niestety od 2 dni juz go nie wiedziala... to by sie zgadzalo czemu i ja nie natknelam sie ponownie...
mam nadzieje, ze nic mu sie nie stalo i pojawi sie jeszcze:)
jakby co mam zamiar wziac go do domu, mam juz dla niego przygotowany osobny pokoj, zeby oddzielic go od majki, tylko zanim znajdza sie wlasciciele, lub jak jest niczyj to jakis inny staly domek, to co ja mam z nim zrobic?
ile czasu moze siedziec sam w zamknietym pokoju? pewnie bedzie nie jedna symfonia pod drzwiami z obu stron, a tu spac kiedys trzeba, wiem ze sie martwie na zapas, ale tak pewnie bedzie...
postaram sie go szybko odrobaczyc i odpchlic, ale czy moze jeszcze czyms majke zarazic?
pozniej w miare mozliwosci zabiore go do weta, zeby sprawdzic czy ma czipa lub czy wykastrowany, ale do tego czasu...?
co radzicie?
plis trzymajcie kciuki zebym go zlapala :)
za pare dni znowu zobaczylam tego samego, tym razem poczestowalam go chrupkami, ktore zawsze nosze przy sobie :P
przybiegl do mnie, zjadl az mu sie uszy trzesly, a w podzięce połasił mi sie do nóg...
bidulek to tylko skora i kosci, chudziutki ogonek no i poszarpany troszke, niestety musialam go z bolem serca zostawic i leciec, bo bym sie spoznila do roboty...
nie moglam o nim przestac myslec caly dzien i noc, postanowilam wrocic w to miejsce na nastepny dzien, ale go nie bylo..., potem znow w drodze do pracy, ale tez go nie znalazlam...
zalogowalam sie na stronie z zaginionymi zwierzetami, bo moze ktos takiego szuka...odezwalo sie kilkoro ludzi, ktorym zaginal rudy kot...nawet z bardzo odleglych miejscowosci...
jeden opis jedynie pasowal do wygladu tego biedaczka...wlasciciele pytaja sie mnie jak ten wyglada? czy go mam? a ja nie moglam dac im zadnej pozytywnej odpowiedzi...
wkoncu wykorzystalam ich kota zdjecie i zrobilam plakat, porozwieszalam w okolicy i o dziwo pani jedna sie odezwala!
tak sie cieszylam odczytujac wiadomosc od niej, ale podczas rozmowy tel. okazalo sie ze go tylko dokarmiala pare razy i niestety od 2 dni juz go nie wiedziala... to by sie zgadzalo czemu i ja nie natknelam sie ponownie...
mam nadzieje, ze nic mu sie nie stalo i pojawi sie jeszcze:)
jakby co mam zamiar wziac go do domu, mam juz dla niego przygotowany osobny pokoj, zeby oddzielic go od majki, tylko zanim znajdza sie wlasciciele, lub jak jest niczyj to jakis inny staly domek, to co ja mam z nim zrobic?
ile czasu moze siedziec sam w zamknietym pokoju? pewnie bedzie nie jedna symfonia pod drzwiami z obu stron, a tu spac kiedys trzeba, wiem ze sie martwie na zapas, ale tak pewnie bedzie...
postaram sie go szybko odrobaczyc i odpchlic, ale czy moze jeszcze czyms majke zarazic?
pozniej w miare mozliwosci zabiore go do weta, zeby sprawdzic czy ma czipa lub czy wykastrowany, ale do tego czasu...?
co radzicie?
plis trzymajcie kciuki zebym go zlapala :)
piątek, 8 sierpnia 2014
cat day!
czytam na fb, ze dzis dzien kota...
ale jak to? przeciez jest w lutym...
no tak ...
anglia zawsze inaczej...:P
ale zeby zyczyc naszym kochanym kotkom wszystkiego najsmaczniejszego, kochanych dloni do miziania i cieplych kolanek do spania, nigdy nie za wiele okazji :)
ale jak to? przeciez jest w lutym...
no tak ...
anglia zawsze inaczej...:P
ale zeby zyczyc naszym kochanym kotkom wszystkiego najsmaczniejszego, kochanych dloni do miziania i cieplych kolanek do spania, nigdy nie za wiele okazji :)
HAPPY CAT DAY !
:*:*:* kocham!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

